aktualności
MODERNISM AND POSTMODERNISM IN RE ...
+ 15.03.2018r.
POLISH EDUCATION IN SAXON TIMES
+ 15.03.2018r.
COUNTERINDUCTION AND COUNTERDEDUC ...
+ 15.03.2018r.
zobacz wszystkie

Ile waży dyplom?

Błażej Balewski

Bardzo rzadko pióra redaktorów dotykają aspektu legalizmu studiów. Zastanawiam się dlaczego? Odpowiedź nie jest prosta. Choć warto się wysilić by jej udzielić. Pomoże ona bowiem określić ile „waży” dyplom?
Z troski o optymalizację poziomu studiów kilka lat temu stworzono „Prawo o szkolnictwie wyższym”. Zapisy tej ustawy jasno określają czym są studia. Niestety wiele społeczności z małych miast i miasteczek przekonało się o tym, że chluba w postaci „filii” publicznej, bądź niepublicznej wyższej uczelni zlokalizowanej na ich terenie to w zasadzie powód do wstydu. To przyczyna do zdeprecjonowania osiągnięć wielu dawnych studentów, którzy wbrew trudom dnia codziennego lub też wbrew kłodom rzucanym im pod nogi przez  nadgorliwych stróżów dawnego porządku, osiągnęli upragniony tytuł inżyniera lub magistra.
Ki diabeł wspiera zatem takie patologiczne działanie tej sfery życia, która powinna być nieskazitelnie czysta? Po pierwsze wspierającymi są sami ludzie nauki, w szczególności ta jej część, która mniej lub bardziej świadoma łamania prawa nie sprzeciwia się temu i z chęci podreperowania rodzinnego budżetu prowadzi zajęcia w państwowych lub prywatnych niby-uczelniach. Niestety jest nas wielu…
Oczywiście nie byłoby pseudo szkół wyższych, gdyby nie popyt na składaną przez nie ofertę. Kto ją wybiera? Otóż w gronach studentów studiujących w punktach rekrutacyjno-informacyjnych są zarówno ci którzy uwierzyli onegdaj w fałszywe opinie powtarzane na ich temat  przez nauczycieli w szkołach – „Z Ciebie to nic nie będzie!” „Siadaj głupi jesteś!” Takie podniszczone talenty z obawy o powodzenie swoich wysiłków, licząc na wsparcie „miejscowych” łapią się na plewy „łatwych studiów”. A te niemal wszędzie są takie same, wiedza semantyczna i wiedza proceduralna musi bowiem zostać zdobyta przez każdego studenta.
W gronach niby-studentów znaleźć też można tych, którzy bardzo chcą studiować. Ale czy powinni? Na tak postawione pytanie odpowiedź pozytywną dadzą kwestorzy uczelni. W tym opiekunowie kas szkół publicznych i uczelni prywatnych. I tu gwoli ścisłości trzeba dodać, że szczególnie kwestorzy szkół niepublicznych nie są pazernymi, bez emocjonalnymi graczami, ale są zatroskanymi o pozyskiwanie jedynego źródła finansowania ich przedsiębiorstw. Ustawodawca zapomniał bowiem o ujęciu uczelni niepublicznych w podziale dochodu budżetu państwa przypadającego na naukę i szkolnictwo wyższe.
Niby-uczelnie wspierają też lokalni notable, dumni z tego, że poprzez „ściągnięcie do siebie” wyższej uczelni przyczynili się do rozwoju „swoich powiatów” czy „swoich gmin”. Cóż często owymi osobistościami są ludzie, którzy sami „zdobyli wykształcenie” w takich para-uczelniach, lub też tacy, którzy w imię swych szans na elekcję w różnego rodzaju plebiscytach, przymkną oko na każde łamanie prawa, w tym nawet na korzystanie przez niby-uczelnie z mienia Skarbu Państwa..
Czy zatem jest to kwadratura koła? Czy dyplom części z nas musi ważyć tylko tyle ile sam waży? Czy takie dyplomy muszą niszczyć prestiż wykształcenia wyższego? Z pewnością nie! To jednak wymaga powszechnego sprzeciwu wobec takiego procederu! Wymaga chęci realnego wdrażania praworządności przez każdego z nas, na co dzień współtworzącego co najmniej jeden z elementów obecnego patologicznego systemu szkolnictwa wyższego. Wymaga ingerencji w to działanie państwa. System praworządności w szkolnictwie wyższym, jak wskazuje minione dwudziestolecie, nie stworzy się bowiem jedynie przy pomocy „niewidzialnej ręki rynku”. Praworządny system szkolnictwa wyższego musi być zbudowany przez państwo, reprezentowane przez organy władzy. Problem w tym, czy ludziom reprezentującym państwo w sferze nauki i szkolnictwa wyższego zechce się chcieć wyrugować nieprawość, wszak część z nich to owoc innych wcześniejszych przejawów patologii.

Źródło: http://www.uniapracy.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=28:lorem-lipsum&catid=1:spoeczno&Itemid=4
 

O katastrze słów kilka
 
Błażej Balewski
 
Jest prawdą oczywistą, że najsłodszym prawem człowieka jest prawo posiadania. Rodzi ono jednak nie tylko przyjemność. Posiadanie, bowiem to jedna z głównych przyczyn istnienia stratyfikacji społecznej i w wielu państwach przyczyna płacenia podatków.

Podatek od własności lub też podatek określany mianem katastru, jest bez wątpienia formą porządkującą przymusowe, bezzwrotne, nieodpłatne świadczenia na rzecz państwa, a ściślej mówiąc na rzecz ludzi współtworzących tę organizację. Z tego punktu widzenia pożądanym byłoby jego urzeczywistnienie. Tym bardziej, że oprócz porządkowania z pewnością przyczyniłby się do optymalizacji wypełniania funkcji ekonomicznej państwa oraz jak twierdzą niektórzy umożliwiłby proporcjonalne ponoszenie ciężarów wspólnego osiągania celów przez tych, którzy postrzegani są jako bogacze.

W realizacji takiego zamierzenia pojawić się może jednak wiele trudności. Pierwszą z nich jest problem podejścia sankcjonującego obowiązek, ponoszenia większych nakładów na rozwój społeczny, przez tych co określani są mianem: bogaczy. Kolejną natomiast jest problem zdefiniowania człowieka bogatego. O ile bowiem z łatwością przychodzi, poprzez implementację obcych wzorców, zdefiniować sferę biedy i ubóstwa, to z pewnością zdefiniowanie tzw. osoby bogatej przysparza już więcej kłopotów. Nie można przecież uznać za bogacza osoby, która w jednym roku podatkowym, przekroczyła próg podatkowy, lub też każdej osoby, która jest właścicielem nieruchomości. Przyjmując bowiem choćby to ostatnie kryterium moglibyśmy stwierdzić, że w Polsce jest bagatela ok. 14 milionów bogaczy. Oczywiście dotychczasowe „osiągnięcia” w tworzeniu katastru, czyli pewnego zestawu, opisującego wers za wersem, w sposób szczegółowy lokalizację, typ i wartość każdej, polskiej nieruchomości, takie ujmowanie bogactwa od razu stawia sprawę z głowy na nogi.

Dla zwolenników koncepcji podatku katastralnego jest to jedna z głównych zalet preferowanej przez nich koncepcji. Rzetelna wycena zdaniem entuzjastów katastru, przyczyni się bowiem do usunięcia ewidentnych dysproporcji polegających na tym, że obecnie właściciel nieruchomości położonej w Konstancinie i właściciel nieruchomości położonej w Golinie, płaci niemal identyczne stawki podatku od nieruchomości. A sęk w tym, że wartość tych nieruchomości jest nieporównywalna. W ocenie wartości tak ewidentnie różnych nieruchomości, trudno się nie zgodzić z opinią postulujących szybkie wprowadzenie katastru. To jednak jest przykład skrajny i tym samym nie mogący stanowić argumentu za przyjęciem takiej nowej formy opodatkowania. Dodatkowo, należy podkreślić, że nieruchomości położone w pierwszej z wymienionych miejscowości przy ulicy X nie są sobie równe. Jedne bowiem położone są przy tej części ulicy, przy której ruch pojazdów mechanicznych, charakteryzuje się dużym natężeniem, inne z kolei znajdują się w zaciszu. Wszystkie one jednak zgodnie z metodyką tworzenia rejestru znajdują się w jednej strefie, dla której specjaliści określili jednolite stawki. Oczywiście właścicielom, którzy nie zgodzą się z tak opracowaną wyceną, stanowiącą podstawę do określenia wielkości stawek podatku, zgodnie z głoszonymi koncepcjami przyznane zostanie prawo do zaskarżenia decyzji podatkowej. Możliwość taka zapisana w ustawie, z pewnością dobrze świadczyłaby o ustawodawcy, jednak należy pamiętać, że znaczna część Polaków po prostu boi się dochodzić swych praw na drodze postępowania nadzorczego, lub też nie wierzy w jego skuteczność. I co pozostanie wówczas? Trzeba będzie uiścić podatek, bez względu na to czy ową mniej lub bardziej wartościową nieruchomość dzisiejsi renciści lub emeryci pobudowali w pocie czoła i w ogromie wyrzeczeń, w czasie swojej minionej życiowejaktywności. Trzeba płacić i basta! Do zapłacenia podatku katastralnego zobowiązani będą również ci co, po wielu latach „zabiegów”, dokonali rewindykacji swoich niegdysiejszych nieruchomości. I nie będzie to dla nikogo ważnym, że  często w okresie walki „o swoje”, wydawali oni na dzienne utrzymanie owego symbolicznego dolara. Cóż teraz zapłacą podatek katastralny. Pewnie przyjdzie im to z wielkim trudem, gdyż przemawiać będzie przez nich gorycz wspomnień o braku rzetelności wśród osób działających w imieniu państwa. I tutaj dotykamy kolejnego aspektu, stanowiącego problem związany z wprowadzaniem katastru. Jest nim rzetelność w płaceniu podatków oraz rzetelność działania służb publicznych, w trakcie prowadzonych czynności, związanych z wyceną nieruchomości. Oczywiście ustawodawca, może i powinien poczynić pewne kroki, które ukrócą niedoskonałości w postawach i zachowaniach zarówno podatników jak i funkcjonariuszy publicznych. Nie jest on jednak w stanie, zapewnić powszechnego wychowania w świadomości, że radość mojego sąsiada jest moją własną, albo upraszczając „będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. To przecież jak dotychczas przez niemal dwa tysiące lat nie było bytem realnym i z pewnością w związku z polityką prowadzoną przez obecnego ministra edukacji i jego radykalnych pomocników z toruńskiego radia, nie zostanie również osiągnięte w najbliższej przyszłości.

Skoro z koncepcją wprowadzenia „nowych” uregulowań podatkowych wiąże się wiele  obaw trudnych na ten czas do rozwiania, to może należy negatywnie zweryfikować  ich istnienie? Nic bardziej błędnego! Podatki są sprężyną państwa. Urządzenie to, emitując energię pochłania jednak jej część. W praktyce życia społeczno-gospodarczego ta pochłonięta przez sprężynę państwa energia to koszty funkcjonowania służb publicznych. O tym, że państwo ma być tanie słyszymy ostatnio bardzo dużo. Najczęściej jednak zwrot ten jest tylko grą słów. W praktyce bowiem nie dostrzegamy żadnych przejawów ekonomizacji polityki. Nie jest ona ostatnio ani wydajniejsza, ani też oszczędniejsza. I pewnie nie może aktualnie taką być. Animatorzy dzisiejszej polskiej polityki, w tym i polityki gospodarczej, choć darzą ogromną sympatią Mistrza Tadeusza, to jednak nie tego, który już z górą czterdzieści lat temu w traktacie O dobrej robocie, nawoływał o preparację działań, przestrzegając przed takimi pomocnikami funkcjonariuszy publicznych, którzy nie będąc sprawnymi, jedynie stoją z boku, przyglądając się biegowi zdarzeń.

Źródło:http://www.uniapracy.org.pl/?k=26&p=3&a=118
 


sygnet   współpraca

UP
Logo BB 2
KOD
Logo WSPT
Realizacja: LM Internet
(c) Copyright by Błażej Balewski 2010. Wszelkie prawa zastrzeżone.